Z kim Ostrołęka doświadcza partnerstwa

W drodze z Bucuresti do Lisboa spotkałam turystkę.Opowiadała mi o swoich wakacjach w Al-Kahira i zwiedzaniu Roma oraz Paris a także o studiach w London?

pisanieNie ma takiego miasta jak London? Jest. Za granicą. Ale ma swoją polską nazwę – Londyn. Podobnie jak wszystkie zacytowane w pokracznych zdaniach powyżej nazwy europejskich miast – Bukareszt, Lizbona, Kair, Rzym, Paryż. Dla Polaków oczywiste jest, że Oktoberfest odbywa się w Monachium, a w nie w Munchen. A Polska drużyna na ostatnich Mistrzostwach Europy w piłce nożnej grała na stadionie w Marsylii, a nie w Marseille. To oczywiste.

Tymczasem w Ostrołęce…

W oficjalnych komunikatach i materiałach promocyjnych czytamy, że miastem partnerskim Ostrołęki jest Alytus na Litwie (chodzi o Olitę), albo że partnerskim okręgiem powiatu ostrołęckiego na litwie jest okręg Alytus (chodzi o okręg olicki). Nawet poczciwe ukraińskie Pryłuki pisane są oficjalnych materiałach informacyjnych Ostrołęki dziwaczną transkrypcją z ukraińskiego na angielski: Pryluky. Tak czy inaczej nie jest to na pewno pisownia ani polska, ani ukraińska, bo jak wiadomo język ukraiński pisany jest cyrylicą.

Dlaczego tak jest? Najprawdopodobniej dlatego „bo zawsze tak było”. Współpraca i więzy partnerstwa z wyżej wspomnianymi miastami zostały zadzierzgnięte jeszcze w czasach świętej pamięci województwa ostrołęckiego. Dzisiejsze władze zaś tylko (albo aż) kontynuują dzieło zapoczątkowane przed dekadami. Ktoś kiedyś tak zapisał te nazwy i tak już zostało. Nikt nie zamierza tego zmieniać, bo ewentualne zmiany nie pozostałyby niezauważone i trzeba byłoby znaleźć logiczne odpowiedzi na pytania: a dlaczego? a po co? a dlaczego teraz, skoro tyle lat było dobrze? Wymagałoby to nie tylko silnej woli politycznej, ale i sformułowania uzasadnienia natury językowej.

Język polski nie byłby tak piękny jak jest, gdyby liczba wyjątków nie była tylko nieznacznie mniejsza od liczby reguł. Nie wszystkie nazwy miast funkcjonują w polszczyźnie w polskiej formie. Na przykład Bordeaux – choć za sprawą historii, kultury, sportu i wina funkcjonuje w polszczyźnie od dawna i często. Z miast bliższych Ostrołęce Meppen nie ma swojego polskiego odpowiednika innego niż właśnie Meppen. Meppen pozostaje w niezmienionej postaci, a Monachium już ma swoją polską nazwę. To są właśnie wyjątki i reguły.

Zatrzymajmy się na chwilę przy Meppen, bo i ktoś mógłby pomyśleć, że o co ten hałas, że spolszczanie nazw zagranicznych miast partnerskich (w przypadku Olity i Pryłuk) mogłoby być niedyplomatyczne i przywodzić na myśl czasy krwawych antagonizmów między narodami. Otóż nie. To, że w swoim kraju posługujemy się swoim językiem, również w zakresie obcych nazw własnych, jest jak najbardziej normalne, grzeczne i dyplomatyczne. Zauważmy, że nasi partnerzy z innych miast piszą i wymawiają nazwę Ostrołęka po swojemu. Meppeńczycy na ten przykład piszą: Ostrolenka i nie ma w tym nic zdrożnego, bo taki jest charakter ich języka, że nie mają polskich znaków. Gdyby jednak komuś wymknęło się „Scharfenwiese”, to wtedy byłby nie lada zgrzyt dyplomatyczny. Bo Scharfenwiese to sztuczna i wroga nazwa Ostrołęki nadana przez niemieckich okupantów w latach 1939-44 i nigdy więcej niż na potrzeby hitlerowskiego języka niemieckiego nie była używana.

Ale już ci liczni ostrołęczanie, których bieda wygnała na Zachód w poszukiwaniu pracy, gdy wracają do rodzin na święta lub urlopy, czują się jak w domu, gdy zbliżając się do wschodniej granicy Niemiec widzą drogowskazy na Warschau, Posen, Breslau, Stettin czy Danzig.

Francuzi zaś, gdy budowali Łuk Triumfalny w Paryżu (nie w Paris) też nie patyczkowali się, tylko nazwę naszego miasta wyryli po swojemu. Naturalną cechą każdego języka (francuskiego również) jest adaptowanie obcych nazw własnych.

Autorzy publikujący w serwisie Rozmaitosci.com korzystają z prawa do wolności wypowiedzi i swobody wyrażania opinii a także prawa do krytyki. Publikowane artykuły zawierają osobiste poglądy autorów, które w wielu przypadkach nie są tożsame ani nawet zbieżne z poglądami wydawcy.